czwartek, 16 lipca 2015

Chapter twenty-sixth.

-Luke...-Szepnęłam.-Przepraszam, ale...
Nie dokończyłam, bo chłopak mi przerwał.
-Nie, to ja przepraszam. Wiem, że to za wcześnie, ale już nie mogłem wytrzymać. Za każdym razem, kiedy patrzyłem na ciebie i Beau...a z resztą, zapomnij o tym.
Iskierki w jego oczach przygasły i zastąpił je smutek.
Stałam tam jak kołek i nie potrafiłam niczego wykrztusić. Patrzyłam tylko jak chłopak wychodzi z łazienki, a potem usłyszałam tylko trzask drzwi. Wyszedł.
-Ja w tobie też.-Szepnęłam, bo tylko na tyle mnie było stać, a potok łez ponownie zalał moją twarz.
Jestem totalnie beznadziejna.

Siedziałam oparta o drzwi i wypłakiwałam łzy (byłam zdziwiona, że w ogóle jeszcze jakieś są), kiedy usłyszałam, że drzwi frontowe się otwierają.
Otarłam słoną ciecz z policzków i wstałam, z nadzieją, że to Luke. W końcu nadzieja umiera ostatnia lub nadzieja matką głupich. Jak kto woli.
-Nat?-Usłyszałam głos mojej przyjaciółki i ponownie się rozryczałam.  -Słońce, nie płacz.
Podeszła do mnie i przytuliła.
Nie pytała o nic, po prostu przy mnie była. I tym najbardziej mnie wspierała i pocieszała.

Kiedy już się uspokoiłam, opowiedziałam o wszystkim Olivii.
-A Ty jesteś w nim zakochana?-Spojrzała na mnie z iskierkami w oczach. Była podekscytowana.
-Jeśli zakochaniem nazywa się to, że kiedy tylko myślisz o tej osobie masz motyle w brzuchu, uśmiechasz się od ucha i jesteś szczęśliwa to chyba tak.-Odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
-To wspaniale.-Pisnęła z zachwytem.-Musisz mu powiedzieć. Będziecie cudowną parą. Ohh, i będziemy chodzić na podwójne randki.-Rozmarzyła się.
-Liv, uspokój się.-Lekko się zaśmiałam.-Przed chwilą zakończyłam jeden związek i naprawdę nie mam ochoty zaczynać nowego.-Uśmiech na mojej twarzy zastąpił grymas, a oczy ponownie się zaszkliły.
-Ohh, przepraszam, ależ jestem głupia.-Żachnęła się.-Tylko nie płacz, proszę cię. Oni nie są tego warci.
Wtuliłam się w nią i wytrzymałam płacz.
Była cudowną przyjaciółką. Lepszej nie mogłam sobie wymarzyć.
-Idziemy oglądać Pretty Little Liars?
Kiwnęłam tylko głową i ruszyłyśmy po schodach do salonu.

Liv już wyszła, a ja zostałam sama.
Nie miałam pojęcia, gdzie podziewa się Alex. 
Rzadko się widujemy. Wychodzi na całe dnie i często nie wraca na noc. A ja przez to wszystko, co działo się w ostatnim czasie, zapomniałam o całej sprawie z moim bratem.
Bałam się, że wpakował się w jakieś bagno, z którego nie będę potrafiła go wyciągnąć.
Był moim starszym bratem, ale to ja częściej zachowywałam się jak ta dorosła i odpowiedzialna. Było to trochę uporczywe, ale każda chwila spędzona z nim była dla mnie ważna. A teraz nie widujemy się prawie w ogóle, a zachowanie Alexa uległo totalnej zmianie. Stał się bardziej agresywny i nerwowy.
I jeszcze ten mężczyzna.
Nie wydaje mi się, żeby był grzecznym i ułożonym chłopczykiem, wręcz przeciwnie.
Rozmyślałam jeszcze chwilę o Alexie, ale poczułam, że oczy mi się kleją, więc owinęłam się szczelniej kocem i zasnęłam na kanapie.

***
Od tygodnia nie widziałam braci Brooks, nie wliczając Jai'a, który przyszedł tu przedwczoraj z Liv. Oglądaliśmy jakiś film, ale nawet nie wiem, jaki był jego tytuł, bo myślałam tylko o NIM.
Zaprzątał moje myśli od tygodnia. Nie mogłam się skupić na żadnej czynności, bo Luke przez cały czas był w mojej głowie i nie spieszyło mu się z wyjściem z niej.
Czy to nie jest wredne?
Tydzień temu zerwałam z Beau, a zamiast płakać za nim, płacze, bo zmarnowałam szansę na bycie z jego bratem.
Przez ten tydzień zrozumiałam, że uczucie, którym darzyłam Brooksa nie było miłością. To było zwykłe zauroczenie, nic więcej.
Co innego łączyło mnie z Luke'iem.
To było coś niezwykłego, głębokiego.
Za każdym razem, kiedy go widziałam, na ustach pojawiał mi się najszczerszy uśmiech, a stado motyli rozrywało mój brzuch.
Jego brązowe, kręcone włosy, które nie zawsze układały się tak, jak chciał. Denerwował się wtedy i zabawnie marszczył nos.
Jego czekoladowe oczy, które hipnotyzowały mnie za każdym razem, kiedy na nie spojrzałam.
Pieprzyk na nosie, kolczyk w wardze, tatuaże, wyrzeźbione ciało...
Nat, to ci nie pomaga.
Dlaczego on musi być taki perfekcyjny? I dlaczego ja muszę zawsze wszystko spierdolić?
Ehh.

Weszłam do pokoju, czesząc włosy. Wzięłam prysznic, bo kiedy woda spłwa po moim ciele, zapominam o wszystkim. Nieważne. 
Podeszłam do ściany, na której zawiesiłam zdjęcia.
Spojrzałam na jedno, konkretne.
Byłam na nim z Luke'iem. On oczywiście wyglądał idealnie, a ja przy nim jak kupka gówna, ale nie przejmowałam się  tym za bardzo, bo byłam szczęśliwa.
Zrobiliśmy je na "naszym" placu zabaw.
Poczułam piekące łzy, napływające do oczu, lecz od razu je starłam.
Nie mogę płakać, muszę być silna. On mnie tego nauczył.
Przejechałam palcami po ramce i usiadłam na łóżku.

Do:Lukey
To nie tak, że nic do Ciebie nie czuję...
Potrzebuję Cię

*nie wysłano*

-Nat!-Usłyszałam krzyk Alexa i od razu zbiegłam na dół.
Chłopak stał w progu i patrzył na mnie mętnym wzrokiem. Wiedziałam, że coś jest nie tak. On coś brał.
-Co chcesz?-Starałam się, żeby mój głos brzmiał stanowczo.
-Może grzeczniej? W końcu jestem twoim bratem, tak?
-Alex brałeś coś?-Przeglądałam mu się uważnie. Chłopak pokręcił głową.-Ohh, nie jestem głupia, po prostu mi powiedz, co brałeś.
-Nic nie brałem, siostrzyczko.-Podniósł lekko ton i zbliżył się do mnie.
-Alex jesteś ćpunem, musisz iść na odwyk!-Lekko się uniosłam. Zrozumiałam, że to jego problem. Dragi. Myślałam o tym wcześniej, ale nie chciałam wierzyć, że mój kochany starszy brat może ćpać.
Zrobił jeszcze jeden krok do przodu. Był wściekły i to bardzo.
Zanim zdążyłam się odsunąć, uderzył mnie z pięści w twarz.
Byłam przerażona. Oczy zaszły mi łzami. Złapałam się za bolące miejsce. Zostanie mi wielki siniak na policzku.  Do tego poczułam w buzi metaliczny posmak krwi.
-Nigdy więcej tak nie mów!-Ryknął i wyszedł z domu.
Cała się trzęsłam, ale udało mi się dojść do telefonu.
Trzęsącymi się palcami wystukałam numer.
Po kilku sygnałach odebrał.
-Tato?

Spakowałam najważniejsze rzeczy i jak najszybciej wyszłam z domu. Bałam się, że Alex wróci i zrobi coś gorszego.
Ojciec powiedział, że przyleci jak najszybciej, ale nie chciałam być ani chwili dłużej w tym domu. Nie kiedy on może mi coś zrobić.
Zapukałam do drzwi i otworzyła mi drobna brunetka. 
-Nat?-Lekko się zdziwiła i spojrzała na moją twarz.-Co ci się stało?!
Pociągnęła mnie za rękę do salonu.
Wskazała ręką na kanapę, usiadłam na niej, a dziewczyna stanęła przede mną.
-Kto ci to zrobił?-Spytała z powagą.
-Alex.-Odpowiedziałam cicho.
-Twój brat?! Dlaczego?
-Był naćpany.
Nic nie odpowiedziała, tylko usiadła obok i mnie przytuliła.
-Mogę u ciebie przenocować kilka dni?
-Jeszcze się pytasz?-Lekko się uśmiechnęła, żeby dodać mi otuchy.
Jest najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek mogłam mieć. Przysięgam.

***

-Nat, prooooszę.-Liv próbowała mnie namówić do pójścia na jej zawody lekkoatletyczne. Podobno najważniejsze w całym sezonie.
-Chętnie bym poszła, ale ON tam będzie.
-Nie zrobisz tego nawet dla mnie?-Zrobiła oczy jak kot ze Shreka.
-Ohh, dobra.-Podbiegła do mnie i przytuliła. Zaczęłyśmy się okręcać do okoła.-Ale nie będę z nimi rozmawiać.

Weszłam na trybuny stadionu. Spojrzałam na bilet i zaczęłam szukać swojego miejsca.
412A.
Gdy zobaczyłam mojego "sąsiada", zamarłam.
Ty i twoje szczęście, Naty.
-Cześć Nat.

_______________
Taa Daa 😂
mam nadzieję, że nie znienawidziłyście mnie za bardzo xx
Kogo spotkała Nat?
Co się stanie, kiedy przyleci jej tata?
Co dalej będzie z Luke'iem?
Tyle pytań, a brak odpowiedzi.
Jeśli chcecie wiedzieć, co dalej czekajcie na następny rozdział (cri) 😂😂
ily :* i do napisania xxx

czwartek, 9 lipca 2015

Chapter twenty-fifth.

Uratował mnie.
Lukey znowu uratował mi życie.
Mój bohater.
-Będzie dobrze.-Wyszeptał mi do ucha i przytulił, a ja mocno się w niego wtuliłam.
Nie potrafiłam czegokolwiek powiedzieć. Żadne słowo nie przechodziło przez moje gardło. Nie kontrolowałam nawet łez, które spływały po moich policzkach niczym na zjeżdżalni.
Kiedy już wszystko zaczęło się układać i w końcu zrozumiałam, co to szczęście, jedno zdarzenie na nowo zrujnowało mi życie.
-Luke...-W końcu udało mi się coś wydukać przez płacz.
-Ciii.Jestem tu z tobą.-Spojrzałam chłopakowi w oczy. Były idealnie czekoladowe. Zatopiłam się w nich.
-Nic się wam nie stało?-Podszedł do nas starszy pan.Najprawdopodobniej kierowca samochodu.
-Nie, wszystko w porządku.-Odezwał się Luke.
-To dobrze. Dziewczyno uważaj na drodze, gdyby nie twój kolega mogłaby się wydarzyć tragedia.-Posłał mi karcące spojrzenie i odszedł do samochodu.
-Jesteś moim bohaterem. Teraz to już naprawdę nie wiem, jak ci się odwdzieczę.
-Wystarczy, że będziesz mi do końca życia gotować.-Wyszczerzył się.
-Masz pecha, bo kompletnie nie umiem gotować.-Dźgnęłam go w brzuch.
Nie wiem, jak to robił, ale przy nim mój humor zawsze się polepszał.
-Będziesz się musiała nauczyć.-Prychnęłam, na co on się zaśmiał. Pomógł mi wstać z brudnej ziemi.-Odporwadzę cię do domu.

Luke POV
-Luke...-Jej głos znów był słaby i cichy, jakby zaraz miała się rozpłakać. Zajebie tego chuja Beau. Jak on mógł jej cos takiego zrobić. Zranił moją księżniczkę.
-Tak?-Pogłaskałem ją po policzku.
-Zostaniesz ze mną?-Wyglądała tak uroczo.
-Jasne.-Odpowiedziałem, a dziewczyna mnie przytuliła.
-Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
"Przyjacielem". Tylko przyjacielem.
To słowo rani mnie za każdym razem. Marzę o czym więcej, ale wiem, że nie mam na co liczyć. Ona jest jak gwiazda na niebie.
Pragniesz jej najbardziej na świece, ale mimo wszystko nigdy jej nie zdobędziesz.
Jest nieosiagalna.

-Gdzie ty idziesz?-Spytała, lekko ziewając.
-Będę spał na kanapie.
-Nie ma opcji, nie zasnę sama.-Odparła i opadła na łóżku.
Wyglądała tak niewinnie i uroczo.
Położyłem się obok niej i przyciągnąłem do siebie.
-Dobranoc.-Szepnąłem jej do ucha.
-Dobranoc Lukey... dziękuję.

Natalie POV
Obudziłam się zapłakana. Śnił mi się Beau i Holly.
Próbowałam usiąść, ale uniemożliwił mi to Luke, który przyciągał mnie do siebie ręką.
Łzy spływały po moich policzkach.
Chłopak po chwili się obudził.
-Nat? Co się dzieje? Ej, czemu płaczesz?-Spytał, zaspany, a ja tylko się do niego przytuliłam.-Jestem z tobą. Nie płacz, proszę.
Jego głos mnie uspokajał. Tak jak jego obecność.
Był jak schronienie w czasie deszczu, jak oaza na pustyni.
Był jak powietrze. Bez powietrza nie da się żyć.
Potrzebowałam go, tak cholernie go potrzebowałam.

Jedyne czego pragnęłam w tym momencie to tabletka przeciwbólowa. Od alkoholu i płaczu czułam jakby zaraz miała mi eksplodować.
Usiadłam na łóżku i spojrzałam na szafkę nocną.
Luke zostawił mi tabletki i wodę.
On jest cudowny.

Ubrałam szare dresy i bluzkę z Dirty Pig, a włosy spięłam w kucyka.
Nie miałam siły na nic więcej. Chciałam tylko położyć się do łóżka i wypłakać w poduszkę.
Zeszłam na parter i w kuchni zastałam Luke'a stojącego przy patelni. 
-Śniadanie.-Uśmiechnął się lekko w moją stronę i postawił na stole talerz z dwoma jajkami i beconem ułożonymi w uśmiechniętą buźkę.
Szkoda, że mi nie było do śmiechu.
-Dzięki, ale nie jestem głodna.
-Musisz cos jeść.-Odpowiedział poważnie, niczym ojciec.
-Luke, dziękuję za wszystko, ale na prawdę nie mam ochoty na jedzenie.-Podeszłam do stołu, chwyciłam telefon w rękę i spojrzałam na ekran.
11:58.
-Ale jeśli chcesz, to możesz zjeść. Ja i tak nic nie przełknę.-Do oczu napłynęły mi łzy.
-Nie, zostawię jeśli zgłodniejesz.-Odparł i podszedł do mnie.-Muszę już iść, ale za chwilę Liv powinna przyjść.-Cmoknął mnie w czoło.
-Nie musiałeś jej fatygować. Nie jestem małym dzieckiem, potrafię się o siebie zatroszczyć.
-Tak, tak.-Spojrzałam w jego oczy. Muszę przestać to robić bo kiedyś w nich utonę. Dzieliło nas kilka centymetrów.-To ja już pójdę.
Brooks nagle odskoczył ode mnie i wyszedł z domu, zostawiając mnie zdezorientowaną.

Luke POV
Tak bardzo chciałem ją pocałować, ale przeszła zbyt wiele i wydaje mi się, że to nieodpowiedni moment.
Kiedy tylko spotkam Beau, nie wyjdzie z tego cało. Jak on mógł zrobić cos takiego mojej Naty.
Nie jest twoja, Luke.
Ohh, zamknij się durny głosie.
Czy ja wariuje?!

Otworzyłem drzwi, wszędzie walały się puste butelki i czerwone kubeczki.
-Beau!-Krzyknąłem, wchodząc do kuchni.
-Nie ma go.-Znikąd pojawił się Jai, zajadając się płatkami czekoladowymi.
-A gdzie jest?-Spytałem zirytowany. Miałem dość ich wszystkich.
-Poszedł do Nat.
-Dlaczego go nie zatrzymałeś frajerze?-Mój bliźniak coraz bardziej działał mi na nerwy.
-Próbowałem, ale wiesz jak uparty potrafi być Beau.-Odparł niewzruszony, wyciągnął telefon z kieszeni i zaczął coś w nim robić.
Machnąłem tylko ręką w jego stronę i ponownie wyszedłem z domu.

Natalie POV
Usłyszałam dzwonek do drzwi i niechętnie zwlokłam się z kanapy.
Nie miałam ochoty na opowiadanie wszystkiego Liv. Jest moją najlepszą przyjaciółką i może należało jej się jakieś wyjaśnienie, ale naprawdę nie miałam siły na przypominanie sobie wszystkiego. Znowu.
Przekręciłam zamek i pociągnęłam drzwi do siebie.
-Nati...-Usłyszałam JEGO głos, a do moich oczu znów napłynęły łzy.
Już chciałam zamknąć drzwi, ale chłopak przytrzymał je butem i wszedł do środka.
-Daj mi wytłumaczyć.-Powiedział i spojrzał na mnie z miną zbitego pieska.
-Tu nie ma co tłumaczyć, Beau.-Chciałam, żeby mój głos brzmiał stanowczo, ale nie wychodziło mi to kompletnie.
-Ona mnie upiła, a kiedy urwał mi się film, zaciągnęła do łóżka. Nie byłem świadomy tego, co robię.-Chciał chwycić mnie za dłoń, ale się odsunęłam.
-Świadomie czy nie, zrobiłeś to. Zdradziłeś mnie. Wiele razy dawałam ci kolejną szansę, nawet miałam poczucie winy, że...-Urwałam w pół zdaniu. Zawsze muszę powiedzieć za dużo? Ohh.
-Czemu miałaś poczucie winy?-Spojrzał na mnie zdezorientowany, ale zarazem zaciekawiony.
Wzięłam głęboki oddech, żeby się zaraz nie rozryczeć i otworzyłam buzię, żeby coś powiedzieć.
-B-bo...-Zająknęłam się i na szczęście nie musiałam niczego więcej powiedzieć, bo drzwi mojego domu ponownie się otworzyły.
Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Luke'a. W duszy ucieszyłam się, że przyszedł.
-Możesz się od niej w końcu odpierdolić?-Nie dawał po sobie znać, że jest wściekły. Mówił tylko zimnym, szorstkim głosem.
-Będę robił co chcę, bo to moja dziewczyna, Luke.-Zmierzył go wzrokiem.
-Nie jestem już twoją dziewczyną. Możesz już wypierdalać stąd i z mojego życia.-Odpowiedziałam bez cienia emocji, chociaż w środku klębiło się ich wiele.
-Teraz już możesz się pieprzyc z moim braciszkiem bez wyrzutów sumienia.
Nie docierały do mnie jego słowa. Jak on kurwa mógł?! I jak ja mogłam być taka głupia, żeby być z takim chujem jak on?
Nie zdarzyłam niczego zrobić, bo Luke rzucił się na brata, oglądając go pięściami. Beau nie był mu dłużny.
-Luke! Kurwa, Lukey!-Próbowałam ich rozdzielić i w końcu mi się udało.
Młodszy Brooks miał rozcięty policzek, a starszy wargę i chyba złamany nos.
-Beau, wynoś się stąd!-Krzyknęłam na chłopaka, a on spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i wyszedł.-Chodź.
Złapałam Luke'a za rękę i pociągnęłam do łazienki. Wyjęłam z szafki apteczkę i nakazałam chłopakowi usiąść na wannie. Próbowałam stłumić łzy.
-Teraz może trochę zaszczypać.-Powiedziałam cicho i przyłożyłam gazę z wodą utleniania do rany na policzku. Brooksy syknął z bólu.
-Przepraszam.-Wymamrotałam i przykleiłam plastry na przecięcie.
-Dzięki.-Powiedział i wstał.-I nie przejmuj się tym kutasem.
-Kiedy przy mnie jesteś, nie przejmuję się.-Odpowiedziałam i spojrzałam w jego oczy. Dostrzegłam w nich troskę i...miłość.
Chłopak złapał mnie w talii i przybliżył do siebie. Założył kosmyk moich włosów, które opadły mi na twarz za ucho. Lustrowałam jego perfekcyjną twarz, on robił to samo z moją.
Zatrzymał się na moich oczach, a potem zjechał na usta.
-Chyba się w tobie zakochałem.-Szepnął i złączył nasze usta w najcudowniejszym pocałunku, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
_____________
ewww, strasznie trudno pisało mi się ten rozdział, idk czemu :/
ale mam nadzieję, że choć trochę Was zadowolił
liczę na komentarze, bo kiedy jest ich coraz więcej, motywuję się do napisania kolejnego rozdziału dla Was :*
nw, czy coś jeszcze chciałam, sooo do napisania ♡♡

poniedziałek, 6 lipca 2015

Chapter twenty-fourth.

-To na pewno dobry pomysł?-Szepnęłam do Luke'a.
-Tak, ten kretyn zasłużył sobie za to, że jest takim idiotą.-Odparł Brooks i podał mi wiadro lodowatej wody. 
Podeszłam do łóżka Beau. Wyglądał słodko, kiedy spał. Aż żal mi było budzić, bo w ten sposób...
-Beau, wstawaj.-Wyszeptałam słodkim głosem do ucha chłopaka.
-Jeszcze pięć minut, mamo.-Odpowiedział i przekręcił się na drugi bok.
Okej, dałam mu szansę, ale ją zmarnował.
-Nat, po prostu wylej na niego tą wodę.-Szepnął zniecierpliwiony bliźniak.
-Ohh. Dobrze, dobrze, ale idź już. Bo się nie wyrobimy.-Powiedziałam i pocałowałam bo w policzek na pożegnanie.-Zadzwoń, kiedy wszystko będzie gotowe.
Chłopak wyszedł, a ja skupiłam sie na Beau.
3... 2... 1
Wylałam zawartość wiaderka na chłopaka, a on zerwał się z łóżka. Momentalnie oprzytomniał.
Nie mogłam przestać się śmiać. Wyglądał przezabawnie.
-To było śmieszne?-Spojrzał na mnie z miną mordercy, który właśnie chciał zabić swoją ofiarę.-To patrz na to.
W tej chwili zrozumiałam, co ma zamiar zrobić i wybiegłam z pokoju.
Przebiegłam przez cały korytarz i wpadłam do pierwszego pomieszczenia, którym okazała się łazienka.
Kiedy chciałam zamknąć drzwi, Brooks przytrzymał je i wszedł do środka.
-Beau, nie!-Krzyknęłam, śmiejąc się, kiedy chłopak objął mnie od tyłu, podniósł i skierował się w stronę prysznica.
-Tobie też przyda się prysznic, kochanie.-Szepnął mi do ucha i odkręcił zimną wodę.
-AAAA!-Zapiszczałam i obróciłam się w jego stronę.-Nienawidzę cię.
-I tak wiem, że mnie kochasz.-Powiedział przez śmiech.
-Ohh, jesteś tego taki pewny?-Uniosłam jedną brew i zaśmiałam się pod nosem.
-Jak niczego innego.-Odpowiedział niskim głosem i powoli zbliżył twarz do mojej.
Spojrzałam w jego prześliczne oczy i zatraciłam się w nich. Były cudowne.
Poczułam się winna. Czułam coś do Beau i to było pewne, ale nie mogłam zaprzeczyć, że z Luke'iem łączyła mnie tylko przyjaźń. To było coś znacznie poważniejszego.
Przestałam się zadręczać myślami o młodszym Brooksie, kiedy usta Beau'a dotknęły moich. Pocałował mnie delikatnie, ale ja pogłębiłam pocałunek, przez co stał się bardziej namietny.
Chciałam, żeby poczuł, że jestem z nim i zależy mi. Chciałam się zrekompensować za moje myśli i uczucia.
Tak, wiem, że to głupie.

Znalazłam jakieś moje ciuchy w szafie chłopaka. Na szczęście kiedyś je tu zostawiłam.
Szybko przebrałam się w biały tank top i czarne, krótkie spodenki z wysokim stanem.
Zbiegłam po schodach, ubierając moje białe conversy.
-Chodzisz jak słoń.-Usłyszałam głos za sobą, kiedy weszłam do kuchni w poszukiwaniu mojego iphone'a.-Słychać cię w całym domu.-Zaśmiał się pod nosem.
-Przykro mi, że twoja dziewczyna to słoń. Pretensje do rodziców.-Wzruszyłam ramionami.
Chłopak tylko objął mnie od tyłu i położył głowę na zaglebieniu ramienia.
-I tak cię kocham, mój słoniku.-Pocałował mnie w szyję.
On to powiedział. Powiedział, że mnie kocha. KOCHA MNIE.
Jest tylko jeden problem.
Moje uczucia do niego nie są chyba tak głębokie. Nie jestem pewna, tego co do niego czuję. I boję się, że to nie to samo.
Jestem okropna.
-Musimy już iść.-Powiedziałam wymijająco i odsunęłam się od niego.  Nie chciałam mówić czegoś, czego nie jestem pewna.
Spojrzałam na jego oczy. Nie umiałam odczytać z nich co czuje, ale z wyrazu twarzy zrozumiałam, że oczekiwał innej odpowiedzi.
-Dokąd?-Spytał gardłowym głosem.
-Niespodzianka.-Odpowiedziałam i delikatnie cmoknęłam co w usta.

-Centrum handlowe?-Spojrzał na mnie jak na debila.
-To na początek.-Powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.

-Hahahahaha, to jest idealne.-Spojrzałam na chłopaka w przebraniu różowego królika i wybuchnęłam śmiechem.-Wyglądasz cudownie.
-Ach,tak?-Spojrzał na mnie, dziwnie poruszając brwiami, przez co jeszcze bardziej się śmiałam.
-Tak.-Beau podszedł do mnie i objął w pasie.
-Jeśli ci się tak podoba, to mogę tego nie zdejmować.-Już miał mnie pocałować, kiedy uwolniłam się z jego objeć.
-Czy to jest jednorożec?!-Zaczęłam fangirlować, przez co kilka osób posłało mi wrogie spojrzenia, ale zupełnie się tym nie przejęłam i podbiegłam do wieszaka.
-Hahaha, z kim ja się zadaję?-Beau podszedł do mnie ze śmiechem na ustach.
-Z najlepszą dziewczyną pod słońcem.-Wyszczerzyłam się.
-I do tego jaką skromną.-Znów się zaśmiał.

Chodziliśmy jeszcze trochę po centrum handlowym w przebraniach królika i jednorożca, ale kiedy jeździliśmy po jakimś supermarkecie w wózku i wpadliśmy na jakiegoś starszego pana, ochrona nas wyrzuciła.
Nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Miałam dzisiaj cudowny humor. Już dawno nie byłam taka szczęśliwa.
-Chodź, pokarze ci coś.-Uśmiechnęłam się tajemniczo.
-Brzmi kusząco.-Odpowiedział zabawnie, przez co na mojej twarzy znów zawitał uśmiech.

-I jak?-Spojrzałam na minę chłopaka. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
-To miejsce jest prawie tak śliczne, jak ty księżniczko.-Podszedł do mnie i przytulił.
-Bardziej oklepanego tekstu nie było?-Uśmiechnęłam się do niego.
-Psujesz każdą chwilę.-Udał urażonego.
-Jejku, jesteś taki kochany.-Dałam mu buziaka w policzek, udając pustą lalę i uśmiechając się głupkowato.-Lepiej?
-Niezabardzo. Jesteś okropną aktorką.
-Wcale nie.-Dźgnęłam go lekko w brzuch.
-Słodko wyglądasz, kiedy się złościsz.-Spojrzałam na niego spod byka.-Zabawnie marszczysz nos.
Chłopak podniósł mnie i zaczął obracać wokół własnej osi.
-Beau, co ty wyprawiasz?Hahaha.-Wyszczerzyłam się do niego. W tym momencie czułam się wspaniale. Żadnych trosk i problemów. Tylko ja i on.
Po chwili chłopak potknął się i oboje wylądowaliśmy na trawie. On na mnie.
Nadal się śmiałam.
-Jesteś cudowna.-Szepnął mi do ucha.
Spojrzałam na niego. Lustrował moją twarz.
-Ty też.-Odpowiedziałam również szeptem.
Chłopak założył kosmyk włosów,  które opadły mi na twarz za ucho, a ja dotknęłam jego policzka.
W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na swiecie. Czułam sie kochana i potrzebna.
Złączyłam nasze usta. Ten pocałunek był inny od wszystkich. Wyrażał tyle emocji, uczuć. Było idealnie, perfekcyjnie.
Oderwałam się od chłopaka, bo poczułam, że dostałam smsa. Byłam prawie pewna, że to od Luke'a.
-Wracamy?-Spojrzałam na jego lśniące, zielone tęczówki.
-Mhm.

Kiedy szliśmy sprawdziłam smsa. Tak jak myślałam był od Brooksy'ego. Wszystko było gotowe na imprezę niespodziankę.

Beau POV
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Było cicho, więc pewnie nikogo nie było. Za mną weszła Naty.
Splotłem nasze dłonie i ruszyłem do salonu.
-Zjemy coś?Może zamówi...-Nie miałem okazji dokończyć, bo kiedy weszliśmy do salonu gromadka ludzi, których znałem krzyknęła "Sto lat Beau".
Zorganizowali dla mnie imprezę urodzinową.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie.-Powiedziała Nat i złożyła na moich ustach krótkiego całusa.
Potem każdy zaczął składać mi życzenia, a kiedy skończyli razem z Natalie poszliśmy się przebrać.

Wyszedłem z pokoju i zobaczyłem moją cudowną dziewczynę ubraną w liliową sukienkę i białe conversy. Typowa Smith. Taką właśnie ją kochałem.
-Dzięki za wszystko.-Podszedłem do niej, żeby ja przytulić.-Wiem, że to twój pomysł.A tak przy okazji wyglądasz mega seksownie w tej sukience.-Ostatnie zdanie wymruczałem jej do ucha, przez co lekko się zarumieniła.
-Nie zawstydzaj mnie.-Zachichotała, co było urocze i lekko uderzyła mnie w ramię.-Idziemy?
Chwyciła moja dłoń i ruszyliśmy po schodach.
Na dole impreza już się rozkręciła. Przyszła masa ludzi.
Podszedłem do barku i nalałem nam piwa do plastikowych kubeczków.
-Dzięki.-Dziewczyna odebrała ode mnie jeden i przeszliśmy do grupki osób, która składała się z bliźniaków, Skipa, Jamesa, Olivii i Holly.
-Wszystkiego najlepszego Beau.-Usłyszałem trochę piskliwy głos Holly, która zawiesiła mi się na ramieniu.-Zatańczysz?
Spojrzałem na Nat, która zabijała ją wzrokiem.
-Jasne.-Przecież jeden taniec nikomu nie zaszkodzi.

Natalie POV
Co za sucz. Wiedziałam, że zrobiła to specjalnie. Gdyby mój wzrok mógł zabijać, już dawno by nie żyła.
-Przestań tak na nią patrzeć, bo przewiercisz ją wzrokiem.-Powiedział mi do ucha Lukey.
-Nic na to nie poradzę. Jak na nią patrzę, to mam ochotę zwrócić frytki, które jadłam na obiad.-Ughh.
-Złość piękności szkodzi.-Wyszczerzył się do mnie, a ja tylko zmierzwiłam mu włosy, które od razu zaczął poprawiać. -Wiesz ile ja je układałem?-Spojrzałam na niego jak na idiotę i zaśmiałam się pod nosem.-Całe pięć minut.
-Ohh, nie marudź, tylko chodź zatańczyć.-Pociągnęłam przyjaciela na parkiet i zaczęliśmy się ruszać do rytmu.

Wypiłam kolejny kubeczek. Z każdym następnym razem smakowało mi coraz bardziej, ale nie byłam jakoś bardzo pijana.
Zastanawiałam się gdzie podziewa się Beau, ale podeszła do mnie Liv i zaczęliśmy rozmawiać.

Luke POV
Wychodziłem z łazienki, kiedy zobaczyłem coś, przez co mnie zamurowało.
Beau i Holly.
Calowali się idąc w stronę jednego z pokoi.
Nie wierzyłem własnym oczom.
-Beau, kurwa! Co ty odpierdalasz?!-Próbowałem go odciągnąć od dziewczyny, ale on tylko mnie odepchnął. Był kompletnie zalany.
-Spierdalaj, Luke. Idź sobie poszukaj dziewczyny.
I co kurwa mam zrobić?!
Ten pieprzony kretyn wszedł do swojego pokoju z tą suką.
Muszę znaleźć Naty i nie dopuścić, żeby ich zobaczyła.
Bo co innego mógłbym zrobić?
Kurwa myśl!
Zbiegiem po schodach w poszukiwaniu dziewczyny, kiedy wpadłem na kogoś.
-Sorki... Naty!-Zobaczyłem ją, wśród tańczących ludzi i nie zwracając najmniejszej uwagi na osobę, na która wpadłem, podbiegłem do przyjaciółki.
-O, Luke. Widziałeś może Beau? Chciałabym z nim zatańczyć.-Była taka urocza... ughh, to nie jest teraz ważne.
Skup się.
-Beau? Nie, nie widziałem go.-Podrapałem się po karku.-Chodź może na taras. Tak to dobry pomysł.
Pociągnąłem ją w stronę szklanych drzwi.
-Luke, co ty wyprawiasz?! Puść mnie, pójdę go poszukać na piętrze.
Wyrwała mi się z rąk i sZybkim krokiem ruszyła na schody.
Pobiegłem za nią, przepychając się przez tłum.

Natalie POV
Weszłam na piętro i ruszyłam w kierunku pokoju mojego chłopaka.
Otworzyłam je, a to co zobaczyłam, zabiło mnie.
On i Holly.
Razem.
Robili TO.
Tak szybko, jak otworzyłam drzwi, tak je zamknęłam, a łzy lały mi się strumieniami z oczu.
Jak on mógł!
Jeszcze z nią?!
Kurwa!
Jak?!
Mówił, że mnie kocha!
Oparłam się o ścianę i zaczęłam głęboko oddychać, ale nie wychodziło mi to, bo zanosiłam się płaczem.
-Naty?-Usłyszałam zrezygnowany głos Luke'a.
-Wiedziałeś! Kurwa, wiedziałeś!-Zaczęłam go bić po klatce piersiowej, zanosząc ske od łez.-Jak mogłeś mi nie powiedzieć?! Nienawidzę cię!
Odsunęłam się od niego i zbiegłam po schodach. Przeciskając się przez tłum wyszłam z tego cholernego domu, trzaskając drzwiami.
Wbiegłam na ulicę i zastygłam w bezruchu. Z lewej strony ujrzałam nadjeżdżające światło, ale nie ruszyłam się. Było mi teraz wszystko jedno, co się stanie. Nie chciałam już żyć.
Zamknęłam oczy. Czekałam aż coś nastąpi. Może poczułabym ulgę, ale nie czułam nic prócz bólu nogi i ciężaru leżącego na mnie.
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam chłopaka leżącego na mnie.
-Luke.-Zdołałam tylko wyszeptać.
_________________________
Znowu nawaliłam. Wiem. I wiem też, że pewnie nikogo już tutaj nie ma. I rozumiem to. Jestem beznadziejna. Jak w prawdziwym życiu tak i tutaj. Ohh.
I przepraszam za ten rozdział. Jest trochę bardzo beznadziejny. Długo nie miałam weny i pisałam go kilka razy i to jest najlepsze, co napisałam. Ehh. Przepraszam.
Ale w końcu coś się wydarzyło. Zadowoleni? Mam nadzieję, że tak. c:
Nie wiem, czy następny rozdział będzie za tydzień, dwa, czy więcej, ale kiedy na pewno się pojawi.
Jeszcze raz przepraszam, że wszystkich zawodzę.

sobota, 23 maja 2015

Chapter twenty-third.

***

Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam nie najgorzej.Rozpusciłam włosy, które swobodnie opadły mi na ramiona i plecy.
Byłam umowiona z Beau. Za wszelką cenę chciał się ze mną spotkać. Wszyscy probowali mnie pocieszać po śmierci mamy. Aż miałam tego dosyć. Starałam się z tym pogodzić, ale teraz chcę zapomnieć o tym wszystkim.

Usłyszałam dzwonek do drzwi i cała w skowronkach pobiegłam na parter. 
-Hej.-Przytuliłam go mocno.
-Cześć ślicznotko.-Pocałował mnie lekko i weszliśmy do środka. 

-Co oglądamy?-Spytałam Beau, kiedy weszłam do salonu z miską popcornu.-Coś romantycznego? 
-Może Titanica?--Odpowiedział, uśmiechając się.Wiedziałam, że to jego ulubiony film. 
-Świetny wybór.-Odwzajemniłam uśmiech, siadajac obok chłopaka.
Brooks włączył telewizor, a ja wtuliłam się w niego.
Mimo, że kilka razy mnie zawiódł i moja relacja z jego bratem nie jest tylko na poziomie przyjaźni, że to coś więcej, kocham go całym sercem. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym go straciła. 
Na samą myśl o utracie kogoś, do oczu napłynęły mi łzy, więc przestałam o tym myśleć i skupiłam się na filmie i Beau. 

-Wszystko w porządku?-Pytanie chłopaka wyrwał mnie z zamyślenia. Przyłapałam się na tym, że myślałam o Luke'u...znowu. 
-Tak.Jest okay.-Odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.Chłopak lekko zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował. 
-Już myślałem, że chcesz, żebym sobie poszedł. 
-Jesteś głupi, wiesz?-Tym razem to ja go pocałowałam. 
Chłopak pogłębił pocałunek, a ja oplotłam jego szyję dłońmi. Nigdy sie tak nie całowaliśmy. Ten pocałunek był inny od wszystkich. Namietny, ale zarazem delikatny. Zachłanny, ale powolny. Wyrażał tyle emocji. Miłość, wdzięczność, pragnienie. Nie da się tego opisać. Trzeba tego doświadczyć.
Beau włożył mi rękę pod koszulkę, a mnie przeszły przyjemne ciarki, ale kiedy zaczął mi ją ściągać, opamiętałam się. 
Oderwałam sie od niego i spuściłam głowę, oglądając swoje trampki. 
-Beau, przepraszam. Ja... ja nie mogę. -Powiedziałam szeptem.-Nie jestem gotowa, przepraszam.
-Nie, to ja przepraszam. Poniosło mnie.-Chyba nie wiedział, jak się zachować.-Chyba już pójdę.
Pocałował mnie delikatnie w policzek,jakby bał się mnie uszkodzić i ruszył do wyjścia.
Chciałam powiedzieć "Nie, proszę zostań. Potrzebuje cię." i już otworzyłam usta, ale w ostatniej chwili je zamknęłam.
Kiedy usłyszałam zamykanie się drzwi, poczułam, że łzy napływają mi do oczu, osiągając na rzęsach, przez co wszystko wokół stało się rozmazane.
Czułam się źle, z tym, że mu odmówiłam, ale spanikowałam.
Wstałam z kanapy i wkurzona ruszyłam do łazienki, z nadzieją, że prysznic zmyje ze mnie poczucie winy, złość i smutek.
Wieczór miał wyglądać cudownie. Miałam go spędzić z Beau. Tylko na tym mi zależało, ale oczywiście wszystko zniszyłam.
Chyba powinnam się już przyzwyczaić do tego,że sama sabotażowałam sobie życie.
"Chyba jestem masochistką, dołując samą siebie."

Wyszłam spod prysznica i otuliłlam się puchatym ręcznikiem, w kolorze pudrowego różu.
Czułam się odprężona i spokojna. Uwielbiałam wchodzić pod gorący strumień wody i wychodzić spod niego bez żadnych problemów i rozterek.
Całkowicie oczyszczona. Zewnętrznie i wewnętrznie.

Kiedy tylko opadłam na łóżko, natychniast zasnęłam. Miałam dość tego dnia i nie chciałam go przeciągać ani minuty dłużej.

***

Napisałam do Liv, z nadzieją, ze znajdzie trochę czasu dla mnie. Od Kiedy jest z Jai'em trochę się od siebie oddaliłyśmy. Nie chciałam, żeby nasza przyjaźń się skończyła. Nie potrafiłabym znieść utraty najlepszej przyjaciółki.
Zaproponowałam jej wypad na małe zakupy. Potrzebowałam czarnych ciuchów, a moja szafa przepełniona była kolorowymi t-shirtami, sukienkami i bluzami. Przy okazji chciałam z nią omówić pewną kwestię.

-Hej.-Otworzyłam dziewczynie, a ona na przywitanie pocałowała mnie w policzek.-Jak się czujesz?
-Jest okej.-Uśmiechnęłam się delikatnie, ale najchętniej bym się rozpłakała. Czułam się przygnieciona tymi wszystkimi zdarzeniami, nieodgadnionymi uczuciami.Nie potrafiłam uwierzyć, jak szybko potrafią zmieniać się emocje, które odczuwałam. Potrafiłam się śmiać i cieszyć, a za chwilę wybuchałam płaczem.A najgorsze było to, że nie potrafiłam tego powstrzymać.

Wsiadłam do czerwonego porsche cabrioleta, który należał do Olivii i włączyłam radio. Nie potrafiłam znieść ciszy. Przytłaczała mnie.
Kiedy dziewczyna zajęła swoje miejsce, przy kierownicy, spojrzała na mnie smutnymi i zmartwionymi oczami. Odpowiedziałam jej tylko sztucznym uśmiechem. Cieszyłam się, że nie zamierza drążyć tematu.

Kupiłam czarne spodnie, kilka czarnych koszulek, koszulę i sukienkę, również czarne. Ten kolor idealnie odzwierciedlał moje samopoczucie. Sądziłam, że zakupy choć trochę pomogą mi zapomnieć o wszystkim, ale myliłam się. Zresztą, jak zwykle.

Weszłyśmy do Starbucksa.Ja zamówiłam mrożone waniliowe latte, a Liv mrożoną caffé americano.
-Nat, możesz mi powiedzieć, co sie dzieje?-Spojrzała na mnie smutnym i trochę zdenerwowanym wzrokiem.-Martwię się, tak jak wszyscy.
-Przerpraszam cię, mam dzisiaj trochę gorszy dzień. Ale wszystko jest w porządku i cieszę się, że w końcu sie spotkałyśmy.-Uśmiechnęłam się,  chwyciłam ją za dłoń i lekko uścisnęłam.
-Też się cieszę.-Niepewnie odwzajemniła uśmiech.
-Pomyślałam, że możemy zrobić Beau przyjęcie niespodziankę na jego urodziny.-Zmieniłam temat.
-Świetny pomysł!-Powiedziała entuzjastycznie i trochę za głośno, przez co kilka osób spojrzało w naszym kierunku.Lekko zachichotałam pod nosem.-Musimy wszystko zorganizować.Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Zostaw wszystko mnie, jestem świetną organizatorką przyjęć niespodzianek.-Pisnęła z zachwytu.
- Nie wątpię.-Powiedziałam i zaczęłam się z niej śmiać.

-Mamy mało czasu, zanim Beau wróci, więc zaczynamy.-Głos Olivii rozbrzmiał się po salonie.Idealnie sprawdzała się w roli organizatorki. Podziwiałam ją za to.-Luke i Jai zajmiecie się muzyką i dj-em. James i ja zrobimy dekoracje, Skip i Holly ogarniecie jedzenie i alkohol, a Naty wyciągnie Brooksa z domu i Kiedy wszystko będzie gotowe, ściągniesz go na imprezkę. Wszyscy zrozumieli?
- Tak jest kapitanie.-Odezwał się Jai i zaśmiał się.Liv uderzyła go lekko w ramię, a on przyciągnął ją do siebie i pocałował.
Wyglądali razem słodko. Byli ze sobą szczęśliwi. Zastanawiałam się, czy ja z Beau też wyglądamy na szczęśliwą parę.
-Możecie oszczędzić mi tego widoku?-Spytał z politowaniem Luke, śmiejąc się. - Nie chcę patrzeć, jak się wymieniacie śliną.
Oni tylko pokazali mu środkowe palce, a my zaczęliśmy się śmiać.
Czułam się tutaj na swoim miejscu, wśród rodziny.
Nie byłam tylko pewna, czy jestem w związku z odpowiednim z braci, ale nie chciałam się teraz tym zadręczać. Liczyła się tylko ta chwila, ten moment.

wtorek, 24 marca 2015

Charter twenty-second.

Do pokoju weszła pani Frost z tacą i posłała mi ciepłe spojrzenie.
-Przepraszam panią bardzo, ale muszę już wracać.-Powiedziałam szybko i przyjęłam smycz do obroży Shishy.
-Coś się stało?-Spytała zmartwiona staruszka.
-Nie...tak. Ale to nic ważnego, po prostu muszę już wracać.-Powiedziałam i podeszłam do drzwi.-Do widzenia.
-Do widzenia kochanie.

-Alex!-Krzyknęłam, bo nigdzie bo nie było.-Alex!
-Pali się czy co? Po co się tak wydzierasz?-Chłopak zbiegł po  schodach.
-Powiesz mi co to jest i co robi w kieszeni twojej bluzy?-Powiedziałam oskarżycielsko i pomachałam mu woreczkiem z białym proszkiem przed oczami. Natychmiast wyrwał mi go z ręki.
-Dlaczego grzebiesz w moich rzeczach?!-Podniósł ton. Widać było, że się wściekł.
-Ubrałam twoją bluzę,bo szlam po Shishę. Alex, dlaczego to w niej było?-Powiedziałam spokojniej.
-Nie twój interes.
-Kurwa Alex, to nie są żarty!Rzadko przeklinałam, ale teraz nie mogłam wytrzymać.
-Kumpel poprosił mnie, żebym mu to przechował, tyle.
Spojrzałam na niego spod byka. Wiedziałam, że kłamie. Zawsze jak to robił marszczył nos.
-Jeśli mi nie wierzysz, zadzwoń do niego.-Wyciągnął telefon z kieszeni i podał mi go.-No proszę, dzwoń.
-Okay, wierzę ci.-Powiedziałam niepewnie.
-Następnym razem nie oceniaj mnie z góry.-Mruknął pod nosem i wyszedł, trzaskajac drzwiami.

Opadłam na kanapę i włączyłam TV.
Wkurzyłam się na Alexa. Jestem od niego młodsza, a to on zachowuje się jak dzieciak. Nie mogę uwierzyć, że on jest taki nieodpowiedzialny, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że mnie okłamuje.
Przestałam myśleć o tym dupku, potocznie zwanym moim bratem i skupiłam się na serialu, który właśnie leciał. 

Wzięłam prysznic i przebrała się w moją ukochaną piżamkę. Ten dzień okropnie mnie wykończył. Nie miałam już siły na nic.
Weszłam do kuchni, żeby zrobić sobie kakao. Spojrzałam na zegar. 01:57.
Postanowiłam zadzwonić do Alexa. Wiem, że był zły, ale jutro idzie do pracy i nie powinien późno wracać.
Chwyciłam do ręki telefon i wybrałam jego numer. Oczywiście nie odebrał. Próbowałam jeszcze z 7 razy, ale nie odebrał.
Nagle przypomniałam sobie, że Alex ma notes ze wszystkimi numerami. Tak na wszelki wypadek, gdyby zgubił telefon, albo coś.
Pobiegłam do jego pokoju i skupiłam swój wzrok na biurku. Nie było na nim nic, co przykułoby moją uwagę. Otworzyłam pierwszą szufladę i przeszukałam dokładnie, ale nie znalazłam niczego. Usiadłam na łóżku, żeby pomyśleć, gdzie to może być. Rozejrzałam się po pokoju, a mój wzrok utkwil na szafce nocnej. No tak! Otworzyłam szufladę i zobaczyłam w niej mały, czarny notes. Otworzyłam i zaczęłam szukać numeru nowej dziewczyny mojego brata. Jak jej tam było? Chyba Kylie.
-Jest!-Krzyknęłam szeptem, kiedy znalazłam numer.Wpisałam go do telefonu i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Słucham?-Usłyszałam głos dziewczyny. Nie była zbyt zadowolona.
-Hej, jestem siostrą Alexa i chciałam cię tylko zapytać, czy jest teraz z tobą?-Starałam się brzmieć przyjaźnie.
-Nie, nie ma go ze mna, spadaj młoda.-Rozlączyła się. Wywnioskowałam z tej rozmowy, tylko tyle, że jest wredną suką i nie wiem dlaczego Alex jest z kimś takim.
Przejrzałam jeszcze raz notes, z nadzieją, że znajdę kogoś, kto może wiedzieć, gdzie jest teraz mój brat.
Spojrzałam na jedno imię, a raczej przezwisko.
Smoke.
Skądś to kojarzyłam. Postanowiłam zapisać numer. Jeszcze nie wiem, do czego miałby mi się przydać, ale coś podpowiadało mi, że tak będzie.
Zadzwoniłam jeszcze do kilku jego kumpli, ale żaden nie wiedział, gdzie jest mój starszy brat.
Postanowiłam zaczekać na niego w salonie. Owinielam się szczelnie koc i włączyłam Spongeboba. Uwielbiam tą bajkę.
Po chwili oglądania, oczy zaczęły mi się kleić, a ja nie potrafiłam nic na to poradzić.

-Jesteś taka piękna.-Głos Luke'a sprawiał, że po moich plecach przechodziły ciarki. Przyjemne ciarki.
Założył niesforny kosmyk moich włosów za ucho i pogładził po policzku. Czułam stado motyli w brzuchu, a moje serce przyspieszyło swój rytm i teraz biło milion razy szybciej.
-A co z Beau?-To pytanie nurtowało mnie cały czas.Spojrzałam w oczy chłopaka, w których malował się ból. -Beau to dupek, zapomnij o nim.-Odpowiedział i spojrzał na mni, tym razem oczami przepełnionymi miłością.
W tej chwili coś zrozumiałam.
Stanęłam na palcach i przybliżyłam swoją twarz do jego.
-Kocham ci Nat.-Wyszeptał.
-Ja...

Poczułam lekki, pulsujacy ból w głowie. Spadłam z kanapy.
-Brawo, Naty, brawo.-Powiedziałam do siebie. Nagle zrozumiałam, co mnie obudziło.
Na stoliku leżał telefon, z którego rozbrzmiewały dźwięki piosenki Cristiny Perri-Human. Spojrzałam na wyświetlacz.
Lukey.
-Wpadłem na świetny pomysł.-Usłyszałam jego wesoły głos i musiałam się uśmiechnąć.
-Jaki?
-Niespodzianka. Będę u Ciebie za pół godziny.-Chciałam coś jeszcze po wiedzieć, ale Brooks już się rozłączył.
Wstałam z podłogi i poszłam do łazienki. Szybko się ogarnęłam i przebrałam w czarną sukienkę w kolorowe kwiatki i czarne conversy.
Po chwili przyszedł Luke. Nie pukał, nie dzwonił, po prostu wszedł. 
-Siemka.-Przytulił mnie na przywitanie.
-Hej. Powiesz mi wreszcie, co to za świetny pomysł?
- Nie. Chodź już, bo się spóźnimy.-Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi.
-Ale dokąd?-Próbowałam stawiać opór, ale to było na nic.
-Jesteś jak dziecko.-Stwierdził.
-Po pierwsze:wcale nie czuję się dorosła, a po drugie:i kto to mówi.-Próbowałam być poważna, ale zupełnie mi to nie wychodziło.
Chłopak tylko się uśmiechnął i wyszliśmy z domu.

-Salon fryzjerski to ten świetny pomysł?-Spojrzałam na niego z ukosa.
-Tak.-Uśmiechnął się zadowolony z siebie.-Pofarbujemy sobie włosy.
-Żartujesz?
-Oczywiście, że nie. Przyda ci się jakaś zmiana.
Chwyciłam w dłonie końcówki włosów i spojrzałam na nie.
-Może masz rację.
-Jasne, że mam.-Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam za chłopakiem.
-To jest Lily, moja znajoma.-Luke przedstawił mi dziewczynę w krótkich blond włosach.-A to Natalie.
-Miło poznać.-Lily uśmiechnęła się do mnie i podała mi dłoń, którą uścisnełam.
-Mi również.-Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam na jednym z foteli.
-To co robimy?-Dziewczyna przeczesała mi włosy.
-Może lekkie podcięcie i pofarbowanie końcówek na blond?-Odezwał się Luke.
-Jestem za. -Uśmiechnęłam się do nich, a Lily zaczęła pracę na moich włosach.

-Wow! Wyglądają świetnie.-Powiedziałam z radością dotykając włosów.
-Zgadzam się.-Odparł Brooksy. Miał pofarbowana grzywkę na ten sam kolor, co ja.
-Oboje wyglądacie cudownie.-Odpowiedziała Lily. -Jesteście cudowną parą. Pasujecie do siebie.
-My nie...-Nie dane mi było dokończyć, bo Luke odpowiedział za mnie.
-Tak, wiemy to.
Zamurowało mnie. Dlaczego tak powiedział?
Zauważyłam, że Lily na mnie patrzy, więc tylko sztucznie się uśmiechnęłam.

-Co to miało znaczyć?-Spojrzałam na chłopaka z żalem.
-Co?-Udawał głupiego.
-Dlaczego jej powiedziałeś, że jesteśmy razem?
Lekko się zdenerwowałam. Jak on śmiał tak powiedzieć?!
-Nat, przepra...
Nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Nie Luke, trzeba było pomyśleć wcześniej.-Wyprzedziłam go i szybkim krokiem szłam w kierunku domu.
-Naty!-Luke podbiegł do mnie.-Nat, przepraszam. Nie wiem, dlaczego tak powiedziałem. Głupio wyszło.
-No głupio.-Odparłam i lekko się uśmiechnęłam. Właściwie to było trochę śmieszne.-Okay, przyjmuje przeprosiny, ale nie rób tego więcej. Brooks rozłożył ręce, a ja mocno się do niego przytuliłam.
Boże, już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.

piątek, 20 marca 2015

Chapter twenty-first.

Otworzyłam oczy,a jasne,białe światło oślepiło mnie.Kilka razy zamrugałam,by przyzwyczaić się do rażącej  bieli.Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Szpital.
Wspomnienia kilkunastu ostatnich godzin rozwinęły się przez moją głowę jak film, a łzy  niekontrolowane pływały po moich policzkach.Znowu.
-Co jest?-Spojrzałam na rozbudzonego Luke'a, trzymającego mnie za dłoń.Nawet co nie zauważyłam.-Nat, obudziłaś się.
Uśmiechnął się promienie?, ale zaraz uśmiech znikł z jego twarzy,ustępując powadze.
-Ej,nie płacz, proszę cię.-Przytulił mnie, a ja jak najmocniej się wtuliłam w jego tors.-Cii.Nie płacz.-Wypowiedział szeptem.
-Widzę, że się pani wybudziła. -Do sali wszedł lekarz, ale Nat na niego nie spojrzałam.-Zrobimy jeszcze badania i jeśli nic nie wykryją, to  wypiszemy panią.Livia!
Odsunęłam się od Lukey'a i zobaczyłam młodą pielęgniarkę, stojącą w drzwiach.
Lekarz wyszedł, po nim Luke, a Livia pobrała mi krew do badań.

Alex POV
Siedziałem w salonie razem z Mattem i Seanem.Zrobiliśmy turniej w fifę i właśnie miałem strzelić gola Mattowi, kiedy zadzwonił czyjś telefon.
-Kurwa! Mówiłem, że macie wyłączyć telefony. -Powiedziałem zły na tych matołów.
-To twój telefon, złamasie. -Odparł Sean, a ja spojrzałem na mojego iPhone'a.
Ojciec.
-Alex?-Usłyszałem załamany głos taty.Czy coś się stało Nati?
-Co się stało? Wszystko w porządku z Nat? -Spytałem zmartwiony.
-Z Natalie wszystko w porządku, ale...-głos mu się załamał.
-Co?! -Nie mogłem wytrzymać w napięciu.
-Alex, nie wiem, jak ci to powiedzieć... Mama nie żyje.
Telefon wypadł mi z ręki i leżał teraz na dywanie.
-Alex? Alex? Alex! -Z głośnika roznosił się głos ojca.
-Ej stary, wszystko w porządku? -Zapytał Matt.
-Nie. Spadajcie stąd. -Powiedziałem cicho i szybko starałem łzę, która chciała się wydostać na zewnątrz.
-Trzymaj się stary. Jakby coś, to dzwoń.
Usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Wstałem i złapałem się za włosy, a łzy, którym do tej pory nie pozwalałem wypłynąć, niekontrolowanie zaczęły spływać po moich policzkach.
-Jak to możliwe?! -Spytałem, wiedząc, że i tak nikt mi nie odpowie.- Kurwa, jak?!
Mimo, że nie była wzorową matką i okropnie traktowała Natalie, była moją mamą i kochałem ją.Była mi bardzo bliską.
- Kurwa, dlaczego mi to zrobiłaś?! Przecież cię kochaliśmy, tata, Nati, ja. Dlaczego?-Spojrzałem w górę, próbując zrozumieć, choć nigdy mi się to nie uda.

***

Natalie POV
Od dwóch dni siedziałam w swoim pokoju, w domu ojca. Wszyscy bezskutecznie próbowali że mną porozmawiać. Nie miałam rozmowy na jakąkolwiek rozmowę, tak jak nie miałam ochoty na jedzenie.
Dużo myślałam. Nie tylko o mamie.
-Nati, proszę cię słońce, chodź coś zjeść.-Głos cioci Caitlyn wyrwał mnie z melancholii.
-Nie jestem głodna.-Tylko na tyle było mnie stać.Czułam, że jeśli wezmę do ust choć gryza, wszystko zwrócę.
Po chwili usłyszałam, że odchodzi. Wzięłam do rąk album i od nowa zaczęłam przeglądać zdjęcia. Na niewielu była Lucy, ale lepsze to niż nic.

Po kilku godzinach odważyłam się zejść na dół, by napić się wody.Miałam nadzieję  o tym, by nikogo tam nie było, ale nadzieja matką głupich.

Caitlyn POV
-James, wiem, że to może to trochę nie na miejscu, ale chciałabym powiedzieć Natalie prawdę. Może to jej wszystko ułatwi. Chciałabym, żeby w końcu wiedziała, że to ja jestem jej mamą, a nie Lucy.-Zaproponowałam Jamesowi.
Wiem,że wszystkim było teraz ciężko, mi przecież też, ale myślałam tylko o tym, żeby Naty było łatwiej.
James już chciał odpowiedzieć, ale coś mu przerwało.

Natalie POV
Usłyszałam to, co powiedziała Caitlyn, a nogi się pode mną ugięły.
-Co? Jak oni mogli mi to zrobić? -Powiedziałam szeptem i poczułam, że kręci mi się w głowie, a przed oczami pojawiły mi mroczki.
Zamdlałam.Znów.

Otworzyłam oczy, a przede mną pochylala się sylwetka Caitlyn. Nie nazwałam ją ciocią, bo przecież nią nie była. Kim teraz właściwie była?
-Nati. -Powiedziała szeptem.
-Dlaczego? -W oczach pojawiły mi się łzy. -Dlaczego mi to zrobiliście?!
-Kochanie, proszę cię uspokój się. -Caitlyn próbowała mnie przytulić, odepchnełam ją i wstałam z kanapy. Szybko ubrałam trampki leżące w na podłodze, przy drzwiach.
-Naty! Wróć tu; Natalie!
Nie reagowałam na stanowczy głos ojca, tylko wyszlam z domu, trzaskając głośno drzwiami.

Nie mogłam w to uwierzyć. Jak oni mogli mnie tak oszukiwać? Dlaczego Caitlyn mnie nie chciała? Co ty się w ogóle dzieje?
Miałam tyle pytań i brak odpowiedzi.
"Ohhh, dlaczego moje życie jest takie zjebane? "
Doszłam do starego placu zabaw.Zawsze przychodziłam tu, kiedy miałam jakiś problem. Zbierałam zeszyt i rysowałam. To pomagało mi się uspokoić, ale nie sądzę, żeby teraz zadziałało.
-Mała, co jest?-Usłyszałam znajomy głos i od razu podniosłam wzrok ze swoich butów na Alexa.
-Alex! Co ty tu robisz? I jak mnie znalazłeś? -Słabo się uśmiechnęłam i przytulilam go.
-Przyjechałem przed chwilą. Caitlyn powiedziała mi, że wyszłaś zła. Wiedziałem, gdzie cię szukać.-Poparł dłońmi moje plecy i pocałował w czoło.-Powiesz mi, co się stało?
Odsunęłam się od niego i razem usiedliśmy na huśtawkach.
Odpowiedziałam mu wszystko, co stało się podczas mojego pobytu w LA.Był tak samo zaskoczony, jak ja i widać było w jego oczach ból i smutek.
-Powinnaś porozmawiać z Caitlyn i Jamesem. Chyba chcesz znać prawdę? -Spojrzał na mnie spod długich, brązowych rzęs.
-Jasne, tylko nie wiem, czy będę w stanie z nimi rozmawiać. To wszystko mnie przytłoczyło. Najpierw śmierć mamy, a potem wiadomość, że ona wcale nią nie była. -Poczułam łzy na policzkach, ale nie miałam zamiaru nic z tym zrobić.
-W końcu będziesz musiała z nimi porozmawiać. Wracamy?
Kiwnelam tylko głową na znak, że się zgadzam i ruszyliśmy w stronę domu.

-Nati, jesteś wreszcie. Martwiliśmy się. -Caitlyn próbowała mnie przytulić, ale odsunęłam się, a Alex objął mnie ramieniem.
-Chciałabym porozmawiać. -Powiedziałam cicho i bez emocji, po czym spojrzałam na ojca siedzącego w fotelu i zakrywajacego dłońmi twarz. Był załamany śmiercią Lucy.

Usiadlysmy na moim łóżku. Spojrzałam na Cat z lekką urazą i żalem i odezwałam się.
-O co tu w ogóle chodzi?
Kobieta głośno westchnął i chwycił mnie za dłoń.
-Lucy bardzo chciala mieć drugie dziecko, ale mimo starań nie udawało się. Była smutna, przygnebiona i zła na wszystkich. James miał już tego wszystkiego dosyć i pewnego wieczoru przyszedł do mnie, żeby się wyżalić. Trochę za dużo wypilismy i stało się. Dowiedziałam się potem, że jestem w ciąży. James i Lucy dowiedzieli się o tym. Lucy jeszcze bardziej zrozpaczona i zła na nas. Ja dostałam świetną propozycję pracy w NY, moją karierą się rozwijała. Razem wymysliliśmy, że Lucy i James się tobą zaopiekują, a ja wyprowadzę się do Nowego Jorku. Było mi strasznie ciężko, ale zdecydowałam w ostatniej chwili. Chciałam też wynagrodzić Lucy to, że jej mąż zdradził ją ze mną. Miałam wielkie poczucie winy, ale kiedy cię oddałam Lucy to uczucie było jeszcze silniejsze, a moja tęsknota za tobą wyniszczała mnie. Wiele razy chciałam ci powiedzieć prawdę, ale za każdym razem się powstrzymywałam. Przepraszam cię za wszystko.
Łzy już od dawna mały mi się po policzkach. Nie mogłam uwierzyć. Historia rodem z głupiego filmu.
-Przepraszam cię słońce. Wybacz mi, proszę.
Nic nie odpowiedziałam tylko ją przytuliłam. W jej oczach widziałam ból, smutek i chyba strach. Nie miałam serca z kamienia. Nie potrafiłam odejść bez niczego, ale jeszcze nie potrafiłam jej wybaczyć. Było za wcześnie, rana za bardzo bolała.

***

Wczoraj odbył się pogrzeb. Wylałam z siebie chyba morze łez. Przyszli też Janoskians i Olivia. Byłam im bardzo wdzięczna. Tacy przyjaciele to skarb.
Dzisiaj wróciliśmy do Melbourne. Steskniłam się za tym miastem. Gdybym nigdzie nie wyjechała, może wszystko potoczyło by się inaczej.
-Nati, proszę cię uśmiechnij się chociaż raz. -Luke objął mnie ramieniem.
-W mojej sytuacji, to nie jest proste.-Spojrzałam na niego smutnie.
-Zrób to dla mnie, prooszę. -Usmiechnął się blagalnie.
-Och, okay. -Wyszczerzyłam się. -Co ty ze mną robisz?

-Alex, idę do pani Frost po Shishę! -Krzyknęłam do chłopaka, który był już w swoim pokoju.
Założyłam bluzę Alexa, która wisiała na wieszaku i wyszłam.
Zadzwoniłam do drzwi domu obok i po chwili otworzyła mi starsza pani.
-Dzień dobry pani Frost. Przyszłam po Shishę.-Uśmiechnęłam się serdecznie. Przez ten czas, kiedy mnie nie było, opiekowała się moim pieskiem. Bylam jej wdzieczna.
Shisha zaczęła zaczekać i podbierak do mnie, merdajac ogonkiem. Zabrałam ją na ręce i zaczęłam drapać za uszkiem.
-Witaj kochanie. Może wejdziesz i napijesz się herbatki?
Nie mogłam jej odmówić. Wiedziałam, że rzadko ktokolwiek ja odwiedzał. Jej mąż umarł paręnaście lat temu, a córka wprowadziła się do Rzymu.
-Bardzo chętnie. Uśmiechnęłam się delikatnie i weszłam do środka.
Wystrój był raczej staromodny, elegancki i bardzo mi się podobał.
-Usiądź skarbie, a ja zaraz wrócę.
Rozalia Frost przypominała mi moja babcię, która bardzo kochałam. Dlatego czasem wpadałam do niej na herbatkę i pyszne ciasteczka, które piekła.
Zapięłam bluzę, bo zrobiło mi się trochę zimno, mimo, że w domku i na zewnątrz było ciepło.
Poczułam, ze w kieszeni coś jest. Szybko wyjęłam niezidentyfikowany obiekt i odrętwiałam.
Był to woreczek z białym proszkiem. Nie byłam taka głupia, żeby nie wiedzieć, co to.
"Jeszcze tego brakowało. "

____________________________
Chyba nie ma słów, które mogłyby wyrazić, jak podle się czuję. Wiem, że  to, że  miałam swoje problemy mnie nie usprawiedliwia. Jest mi naprawdę bardzo przykro i przepraszam, choć wiem, że to nie przywróci mi czytelników. Wiem, jak bardzo Was zawiodłam i jest mi z tym okropnie, po prostu strasznie.I jeszcze ten tragiczny rozdział, jest beznadziejny, a męczyłam się z nim tydzień.  😭
Przepraszam. 💗
i do napisania, mam nadzieję 💜

sobota, 1 listopada 2014

...

Hej Kochani! ♥
Wiem,że rozdział ma być dzisiaj,ale kompletnie nie mam weny,by go napisać.Przez cały tydzień próbowałam coś wymyślić,ale wszystko co napisałam było okropne.
To już kolejny tydzień,kiedy przekładam termin dodania posta,a powód nadal jest ten sam.Brak wolnego czasu na cokolwiek.Siedzę w szkole po 10-11 godzin,a kiedy wracam do domu jestem wykończona.
Szkoła mnie wykańcza!
Ale patrząc z pozytywnej strony jeszcze tylko pół roku takiej masakry,a potem lajcik.Mam nadzieję,że mnie nie opuścicie w tych trudnych chwilach,a obiecuję,że Wam się odwdzięczę i potem będę dodawać rozdziały częściej. ♥
Jeszcze raz BARDZO Was przepraszam . :(

Obserwatorzy